Prolog
W świecie zepsutym przez wojnę i konflikty między ludzkie, ciężko jest znaleźć czynnik, który wyciągnąłby ludzi z mroków bitwy. Śmierć i cierpienie. Zawahanie moralności. Zwątpienie w lepsze jutro. Strata i smutek. To właśnie przyniosła ze sobą wojna, która opanowała świat magii.
Jedyną rzeczą motywującą do działania była nadzieja. Nadzieja na to, że ten koszmar kiedyś się skończy i w końcu zaświeci słońce, że nawet w najgłębszym mroku będzie możliwe odnalezienie światła.
Ta właśnie nadzieja zawładnęła umysłami potężnych czarodziei, którzy postanowili sprzeciwić się temu co miało nadejść. Nie chcieli oni by światem znów panował chaos, który władał nim również, gdy Czarny Pan dochodzi do władzy. Masowe mordy, ból i cierpienie. Tylko do tego prowadzi żądza władzy i egoizm, którymi kierował się Lord Voldemort.
Wizja świata spowitego w mroku była nieodłączoną częścią życia każdego kto pamiętał Pierwszą Wojnę Czarodziei. Widmo kolejnej spędzało im sny z powiek. Jednak wiedzieli, że muszą zrobić wszystko, by świat był wolny od terroru czarnoksiężników i znów stał się bezpiecznym i uporządkowanym miejscem.
Od momentu, gdy Czarny Pan powrócił, każdy czarodziej musiał określić po czyjej stronie zamierza walczyć. Każdy, nawet najmłodszy, musi rozstrzygnąć wewnętrzny spór dobra ze złem i wybrać. Światło i ciemność przeciw sobie. Które z nich zwycięży, a które odniesie porażkę? Na jakie próby zostaną wystawieni, by odzyskać świat pełen harmonii? Jak potoczą się losy wszystkich ludzi, którzy będą brali udział w wojnie? Co stanie się z tymi, którzy jednak nie odnajdą właściwej drogi?
Tymi pytaniami podsumował swoje rozmyślania profesor Dumbledore, który przechadzając się wokół hogwarckich bram wzmacniał mury zaklęciami ochronnymi. Uśmiechnął się smutno do własnych myśli i powędrował w stronę zamku. Wszedł do środka i schodami udał się do wieży dyrektorskiej. Zatrzymał się przed posągiem chimery i wypowiedział hasło a posąg odsunął się odsłaniając schody prowadzące do jego gabinetu. Wspinał się po nich aż jego oczom ukazały się dobrze mu znane ciężkie, ciemne drewniane drzwi. Otworzył je i wszedł do środka. Usiadł w swoim fotelu, wyciągnął pióro i pergamin, napisał kilka krótkich wiadomości o tej samej treści do członków Zakonu Feniksa - wezwał ich na zebranie. Trzymając w ręku plik kopert zaadresowanych w rożne miejsca udał się do szkolnej sowiarni. Poprzywiązywał ptaszkom listy do nóżek i powiadomił gdzie każda ma się udać. Patrząc przez okno na oddalające się sowy westchnął w duchu i powiedział:
- To już czas.
***
Witam !
Jestem Wizzard, a to jest prolog do mojego opowiadania o Dramione. Wiem, że nic z niego nie wynika ale ma on na celu wprowadzenie do reszty opowiadania.
Pozdrawiam i zapraszam do czytania mojego bloga :)
betował Misiaczek c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz